Czytamy tam między innymi: Każda osoba niezależnie od wieku, niepełnosprawności, narodowości, koloru skóry, płci czy tożsamości płciowej ma prawo do życia i dostępu do ewakuacji. (…) Ale wyobraź sobie, jak to jest naprawdę straszne, kiedy zostajesz sam ze swoim bólem. Kiedy ktoś inny określa Twoje prawo do szansy na życie i ewakuację. Wyobraź sobie, że ktoś inny decyduje za ciebie, czy zasługujesz na ocalenie czy nie.
Przytaczam to w bardzo konkretnym kontekście. Po pierwsze: 20 lutego został zlikwidowany ostatni ośrodek recepcyjno-relokacyjny dla uchodźców z Ukrainy, terenów okupowanych i z Rosji, gdzie trafili pod przymusem, a Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego pisze do nas, że ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy nie zobowiązuje wojewody do zapewnienia miejsc osobom chorym, rannym czy też z niepełnosprawnościami. I to w Warszawie, przez którą z oczywistych powodów geograficznych przejeżdża znakomita większość z milionów ukraińskich uchodźców. Ta sytuacja zmusza nas do niesienia tym ludziom dosłownie na ulicy. Bez żadnego wsparcia państwa, finansowego czy logistycznego.
Po drugie: jutro mija termin nadsyłania uwag do projektu nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy (piszemy nasze cały czas, na jutro będą gotowe), w której – ani w ustawie, ani w nowelizacji – nie ma słowa o relokacji międzynarodowej uchodźców ani pomocy uchodźcom w tranzycie, podczas gdy przez Polskę przejeżdża 90% ukraińskich uchodźców, a Warszawa jest dla nich największym hubem przesiadkowym w drodze na Zachód. Wedle naszych danych, jedynie ok. 10% z nich chce pozostać w Polsce. Sytuacja jest taka, że uchodźcy przybywający do Polski nie mają co liczyć nawet na miskę ciepłej zupy, bo państwo nie czuje się w obowiązku im tego zapewnić.
Po trzecie: mam nadzieję, że dla osób, także z rządu i innych organizacji, pytających nas: dlaczego to robicie? jest to jakieś wyjaśnienie naszych motywów.
Sunflower Care pisze dalej:
Niestety zmarło 7% osób przewlekle chorych, które ewakuowaliśmy. Natomiast 93% ludzi kontynuuje walkę o życie, otrzymuje niezbędne leczenie, przechodzi niezbędną rehabilitację.
Ta statystyka przynajmniej mnie podnosi na duchu, bo wykonując swoje obowiązki koordynatora programu relokacji międzynarodowej uchodźców, wielokrotnie wraz z mymi przyjaciółmi z
Asymetryści i nie tylko zmuszeni jesteśmy walczyć o ewakuację uchodźców, o których wiem, że umrą, a ta nasza walka ma ten sens, że chodzi w niej o to, by umarły pod jak najlepszą opieką, w cywilizowanych warunkach, a nie piwnicach bombardowanych domów, bez dostępu do wody czasem, w otoczeniu przyjaznych ludzi i rodzin, które pomogliśmy ewakuować wraz z nimi lub wcześniej.
Ściskałem na pożegnanie wiele rąk osób w takiej sytuacji. Jak na moje siły, pewnie za dużo. Ale nic mnie nie jest w stanie zwolnić z obowiązku pomocy im, ich bliskim i wolontariuszom poświęcającym się dla ich ratowania.